Po wielu zawirowaniach politycznych, Egipt już niebawem czekają kolejne wybory prezydenckie, które odbędą się w dniach 26-27 maja 2014 roku. W razie potrzeby, druga tura zaplanowana jest na 16 i 17 czerwca 2014 roku.

Taki scenariusz napisali sami Egipcanie, gdy w 2013 roku, po żywiołowych protestach obalony został prezydent Mohamed Mursi, reprezentujący Bractwo Muzułmańskie.  Majowy termin wyborów wyznaczony został po referendum konstytucyjnym, które miało miejsce w styczniu bieżącego roku, a ogłosił je tymczasowo pełniący funkcję prezydenta Egiptu, Adly Mansour.

Termin zgłaszania kandydatów na to stanowisko mija 20 kwietnia 2014 roku, a rozpoczał się z ostatnim dniem marca. Wyniki pierwszej tury wyborów powinny być znane 5 czerwca, jeśli jednak nie dadzą one ostatecznego rozstrzygnięcia, niezbędna będzie „dogrywka” zaplanowana na połowę czerwca 2014 roku.

Największe szanse na zwycięstwo ma Abd al-Fattah Sa’id Husajn Chalil as-Sisi, na chwilę obecną, najwyższy rangą egipski wojskowy. Cieszy się on poparciem około 50% egipskiego społeczeństwa. Zauważyć jednak należy, że ponad 50 procent Egipcjan nie jest pewnych co do tego kto tak naprawdę powinien przejąć kontrolę nad krajem.

I teraz parę słów komentarza:

Arabska Wiosna Ludów” miała być panaceum na całe zło, tu jednak inny scenariusz napisało samo życie. Społeczeństwo żądne przemian nie wzięło pod uwagę kosztów całej tej operacji. Nic nie dzieje się natychmiast, tak samo jak dobrobyt nie przychodzi z dnia na dzień.

Z naszego punktu widzenia nie powinno być to nic zaskakującego, o czym więcej przeczytać można w naszym wcześniejszym artykule ZROZUMIEĆ EGIPCJAN.

Ale koszty walki o lepsze życie i idee okazały się ogromne. Spadek w ruchu turystycznym dał się we znaki nie tylko ludziom pracującym w turystyce (ca 10% egipskiego PKB), ponieważ ogromna rzesza Egipcjan pracujących w turystycznych kurortach z pieniędzy, które my nazywamy „przysłowiowym dolarem” potrafiła utrzymywać całe rodziny mieszkające w mieścinach zlokalizowanych na południe od Kairu. Szansą na utrzymanie przychodów z turystyki zarówno dla Egiptu, jak i Egipcjan wynikają z doskonałej lokalizacji, jak i zamiłowania Polaków, Rosjan, Brytyjczyków czy nawet Włochów, bo EGIPT NIE MA ALTERNATYWY.

Dzięki pieniądzom, które napłynęły z zagranicy wcześniej, obronną ręką wyszedł z egipskiego kryzysu rynek nieruchmości. Choć i też nie do końca. Jako, że pieniądz był „foreign”, mieszkania i domy z widokiem na Morze Czerwone utrzymały swoje ceny…

…o ile oczywiście ktoś przytomnie wyrażał wartość swojej nieruchomości w walutach wymienialnych, do których nie należy ani egipski funt, ani… nie ma co się oszukiwać polski złoty.

Reasumując:

Egipt czeka na turystów, bo kurorty są naprawdę bezpieczne i godne polecenia z tysiąca jeszcze innych powodów. Nie czeka natomiast na inwestorów, bo ci zgłaszają się sami, wiedząc, że sytuacja przed wyborami zawsze powoduje deprecjację lokalnej waluty, a tym samym ogromną szansę zarobku.

[źródło, Filip Rębacz, E-SHARM.PL]