Tytułowe zdjęcie traktować należy oczywiście z przymrużeniem oka, aczkolwiek jeśli chodzi o oryginalność oferowanych w Egipcie produktów, czy przestrzeganie praw do marek handlowych trzeba mieć się niestety na baczności.

Ale po kolei… nie należy mieć najmniejszych złudzeń, że zakupiony na lokalnym bazarze za 20 USD zegarek z logo firmy Rolex, ma cokolwiek wspólnego ze Szwajcarią- odpowiedź jest prosta: większa jest szansa, że szwajcarskie korzenie ma usiłujący sprzedać go wam Egipcjanin, jeśli tylko jego pradziad przybył tu w czasach zamierzchłych wraz z wojskami napoleońskimi. Podobnie wygląda sytuacja z zakupem renomowanych marek odzieżowych, bo choć wiadomo, że i oferowane na polskim rynku oryginalne produkty w większości pochodzą z Chin, to jednak te oferowane w kraju Faraonów, najczęściej sprawiają wrażenie nielegalnie wynoszonych z chińskich fabryk produktów z odrzutu.

Kuszącą ofertą może być też sprzedawana zarówno w sklepach jak i na bazarach biżuteria. Turkusowe kamienie, naszyjniki z czerwonego koralowca, czy złoto potrafią olśniewać i zachwycać,  ale podobnie jak w Polsce z czasów PRL wątpliwa była zawartość „cukru w cukrze”, tak w przypadku arabskich świecidełek bardzo często łatwiej znaleźć nam będzie w nich cukier niż turkus czy złoto. Jeśli jednak początkowa cena zażarcie broniona jest przez sprzedawcę i nieznacznie tylko ulega obniżeniu podczas negocjacji, to macie wszelkie szanse nabyć oryginalny produkt dobrej jakości.

Skoro już poruszyliśmy kwestię zawartości „cukru w cukrze”, który- co nie jest i nigdy nie było tajemnicą- wykorzystywany był przecież do produkcji alkoholu, to nie wypada nie wspomnieć o lokalnych trunkach. Jeśli z rana w Egipcie obudzi was nie tylko słońce, ale i o wiele bardziej sugestywny niż zwykle ból głowy, to koniecznie sprawdźcie emblemat umieszczony na butelce, która doprowadziła wasz organizm do takiego a nie innego stanu. Okazać się bowiem może, że na bliźniaczo podobnej do znanej wam przez całe dorosłe życie butelce, zamiast „Finlandia- Vodka of Finland” widnieje równie bliźniaczo podobny napis: „Fineland- Vodka of Egypt”. W takim przypadku nie polecamy leczenia kaca za pomocą whisky zakupionej w miejscowym sklepie, ponieważ napis „John Waler” zamiast popularnego na całym świcie „Johnnie Walker”, może okazać się nie tylko alkoholowym mirażem, a starciem z brutalną (dosłownie i w przenośni) egipską rzeczywistością.

Zakładamy, że udało wam się wyjść zwycięsko z nierównej walki z miejscowymi produktami przemysłu spirytusowego i z nowiutkim „szwajcarskim” zegarkiem na ręce, w koszuli od Armaniego i naszyjniku z turkusowymi kamieniami na szyi, chcecie wybrać się na wycieczkę do Kairu, korzystając z usług jednego z lokalnych biur, oferujących takowe wycieczki… i tu powtórka z rozrywki: nie dość, że wszystkie banery reklamowe są do siebie bliźniaczo podobne, to w dodatku często bezprawnie- tak jak w przypadku firmy Rolex- korzystają ze znanych na rynku marek, na domiar złego oferując wycieczki z polskim „przewodikiem”, zamiast przewodnikiem.  Potem okazuje się, że polski „przewodik” mówi po rosyjsku, a cena wycieczki zmieniła się po wejściu do autokaru. Składanie roszczeń i otrzymanie odszkodowania nie jest wtedy takie proste.  Przestrzegamy – tak jak oryginalny jest tylko szwajcarski Rolex, tak oryginalny jest tylko polski E-SHARM.PL.

Po usystematyzowaniu wszystkich otrzymanych informacji nie pozostaje nic innego jak tylko udać się na zakupy do sklepu „Google” …  tak samo jak w internecie, znaleźć można tam wszystko.

Egipt to oczywiście cudowny kraj, oferujący wiele:  od bogatej i fascynującej historii poczynając, przez słońce, przepiękne plaże, morze i rafy koralowe, na fantastycznych i otwartych na świat Egipcjanach kończąc. Jednak podczas zakupów, niech zawsze obok słońca przyświeca wam tytułowe zdjęcie –  z przymrużeniem oka oczywiście…

(źródło: E-SHARM.PL)