Przewodnicy, piloci i rezydenci dzielą turystów na kilka kategorii, ze względu na cechy charakteru. Na skutek upału często wydaje nam się, że wszystko wolno, zwłaszcza to, czego na co dzień w domu nie wypada.

Turysta- rozczarowaniec

Program pobytu na wczasach zna na pamięć, jeżeli napisano w nim, że uczestnicy wyjazdu mają odwiedzić muzeum mioteł, to nie popuści, dopóki go nie zobaczy i nie ważne, że reszta wycieczki po całodziennym zwiedzaniu innych miejsc, najchętniej odpoczęłaby w cieniu. Potrafi mieć za złe, że nie było schabowego, chociaż ktoś, kto wybiera się do krajów muzułmańskich, powinien wiedzieć, że tam nie hoduje się świń.

Turysta- dokuczliwiec

Jedna z turystek zażądała odszkodowania, bo „przeziębiła się w trakcie lotu do Maroka, ponieważ ktoś złośliwie otworzył okno w samolocie”- w efekcie miała popsute wakacje. Innym przeszkadzają wytarte guziki na pilotach od telewizorów, czy zbyt mała ilość mięsa w mięsie podczas kolacji. Rada: cierpliwie słuchać.

Turysta- mądrala

Utrapieniem pilotów i przewodników jest dlatego, że wszystko wie „najlepiej”. Jeżeli pilot informuje, że Leonardo da Vinci urodził się 15 kwietnia, to turysta mądrala dodaje, że było to o godzinie 17:23. Mądrala wie, gdzie pochowane jest serce Lenina i Nadieżda Krupska. Jego pasją jest poprawianie i uzupełnianie przewodnika. Najlepsza rada: dać się wykazać.

Turysta- narcyz

Myśli, że cały świat kręci się wokół niego. Niecierpliwi się, że zamiast niego, ludzie oglądają piramidy. By go zneutralizować, wystarczy co 15 minut przypominać mu jaki jest piękny i wspaniały.

Turysta- Casanova

Wyjazd traktuje jako okazję do zdobywania względów płci pięknej, przekonany jest o swojej męskości i odważnie rusza na łowy już podczas pierwszego wieczoru integracyjnego. Nie ma na niego rady.

Turysta- skąpiec

Polacy niechętnie dają napiwki. A przecież na przykład w krajach arabskich, napiwki są traktowane prawie jak jeden z filarów islamu – jałmużna („bakszysz”). Bogaty dzieli się majątkiem z uboższym. Nie dać napiwku to wstyd, Polacy jednak najczęściej dają napiwki tylko wtedy, kiedy ktoś zrobił coś ekstra. „Sama widziałam, jak Polacy w hotelu pięciogwiazdkowym w Tunezji wyszarpywali walizki od boya hotelowego, żeby nie musieć dawać napiwku”- opowiada jedna z turystek. A potem jest kłopot, bo w hotelach, gdzie już byli Polacy, obsługa jest mniej wylewna w kontaktach z naszymi rodakami. Panuje tylko „angielska poprawność”. A wystarczy dać dolara czy dwa by przez tydzień być traktowanym przez obsługę hotelu jak arabski szejk.

Turysta- sportowiec

Przed śniadaniem uprawa jogging, a na plaży wciąga brzuch, by wyglądać jak kulturysta. Nosi ze sobą okulary do nurkowania, mimo że nie umie pływać. Nie pali, nie pije, co naraża go na uśmieszki ze strony innych uczestników wycieczki. Nie jest groźny dla otoczenia, dopóki nie zmusza do katorżniczych ćwiczeń pozostałych urlopowiczów. Recepta: uciec przed nim do sauny.

(źródło: E-SHARM.PL)