2012-02-21

Może pan spokojnie pić na plaży zimne piwo i przyglądać się turystkom w bikini – tak Minister Turystyki Egiptu uspokajał dziennikarzy, że w jego kraju nie ma i nie będzie żadnych ograniczeń obyczajowych dla turystów.

Minister turystyki Egiptu Mounir Fakhry Abd El Noura przyjechał do Warszawy zapewnić polskich turystów, że nie mają się czego obawiać, wybierając na miejsce wakacji Egipt. – Tak samo jak przed rewolucją świeci u nas słońce, tak samo niebo jest błękitne i tak samo ciepły jest piasek na plaży – przekonywał. – A demonstracje, które oglądacie w telewizji dzieją się na obszarze nie większym niż kilometr kwadratowy Kairu. I nie są bardziej niebezpieczne niż podobne demonstracje w stolicach krajów europejskich.

– Zapewniam, że w całym Egipcie panuje prawo i porządek, i jest bezpiecznie – deklarował minister.

W wyniku rewolucji, jak mówi minister, liczba turystów przyjeżdżających do Egiptu spadła o 33 procent – z 14,7 mln w 2010 do 9,8 mln w 2011 r. Przy tym liczba noclegów zmniejszyła się o 22 procent, a przychody o 29 procent – z 12,5 mld do 8,8 mld dolarów. Z Polski wyjechało do Egiptu 400 tysięcy turystów, podczas gdy w 2010 było ich 600 tysięcy.

– Oczekujemy, że ruch turystyczny w tym roku wróci do poziomu z 2010 roku. A w ciągu pięciu lat podwoimy go do 30 milionów turystów i 25 miliardów dolarów przychodu – podawał prognozę.  – W końcu Egipt to pierwszy kraj, w linii prostej, od Europy, w którym można się ogrzać cały rok.

Pytany o dwa przypadki porwania przez Beduinów raz trojga turystów amerykańskich, a raz dwóch z Korei Południowej, bagatelizował, że to było jak safari, bo ludzie ci byli ugoszczeni obiadem i zwolnieni bez uszczerbku. A Beduinom chodziło tylko o zwrócenie uwagi na swoje problemy. – Od dnia rozpoczęcia rewolucji, czyli od 25 stycznia do dzisiaj, żaden turysta nie był celem ataku. A przyjechało ich prawie 10 milionów – mówił.

Prezes Egipskiej Organizacji Turystycznej Amr El Ezabi, pytany, czy egipscy hotelarze nie opuścili by cen, żeby zachęcić turystów do przyjazdów, szczególnie z Polski, odparł, że teraz już jest taniej i nie ma sensu jeszcze obniżać cen, bo „nie jest naszym celem sprzedaż Egiptu za wszelką cenę”. – Egipt to dobry produkt turystyczny i nie potrzebuje aż takich zabiegów – przekonywał. – Tym bardziej, że jak uczy doświadczenie, jeśli się opuści nadmiernie ceny, później trudno wrócić z nimi do stanu poprzedniego. A poza tym, zwykle, gdy jednego roku spada popyt, następnego następuje duże ożywienie ruchu turystycznego – tłumaczył.

Minister Fakhry odniósł się też do wypowiedzi islamskich polityków na temat konieczności wprowadzenia ograniczeń obyczajowych, jak na przykład zakaz wchodzenia na plażę w bikini czy zamknięcie przed turystami nieislamskich zabytków. – Turystyka jest drugim źródłem napływu walut do Egiptu. Zapewnia 11 procent naszego PKB. Daje pracę czterem milionom ludzi. Żaden odpowiedzialny egipski polityk, ani ugrupowanie, nie zrobi żadnego ruchu godzącego w turystykę – zapewniał. – Co innego mówią politycy gdy nie są u władzy, a co innego, gdy tę władzę obejmują.

Przypomniał, że Egipt wprowadza powoli, ale systematycznie demokratyczne zmiany – odbyły się wybory do niższej izby parlamentu, niedługo zakończą się wybory do izby wyższej, a na czerwiec zapowiedziane są wybory prezydenta. Jednocześnie powstaje konstytucja. – W czerwcu wszystko będzie gotowe – podkreślał. – Polacy sami wiedzą najlepiej, jak trudne jest przechodzenie od ustroju autorytarnego do demokracji.

W tym roku Egipt przeznaczy na promocję 40 mln dolarów, tyle ile w poprzednim. – To i tak dużo jak na nasze możliwości ekonomiczne – mówi szef Egipskiej Organizacji Turystycznej. Promocja będzie szczególnie skupiona na międzynarodowych targach turystycznych w Berlinie ITB, podczas których Egipt będzie krajem partnerskim (w zeszłym roku była nim Polska).

Tym razem Egipt chce pokazać, że ma też do zaoferowania życie nocne i możliwość uprawiania turystyki aktywnej. Będzie też promować mniej odwiedzane przez turystów miejsca jak Luksor, Asuan i nadmorskie kurorty leżące nad północnym wybrzeżem Morza Czerwonego – Taba i Dahab.

Hasło kampanii to „We’re Egypt”, które można tłumaczyć jako „Wszyscy jesteśmy Egipcjanami” lub prościej „Egipt to my”.

( źródło: onet.pl, turystyka.rp.pl)